wtorek, 19 lipca 2011

Koledzy Remarque'a


Wróciłem do „Drogi powrotnej” Remarque’a czując się, jakbym spotkał się z dawno niewidzianym przyjacielem. Powieść stanowiąca kontynuację słynnego „Na zachodzie bez zmian”, o żołnierzach niemieckich wracających z frontu I wojny światowej, jest mi wyjątkowo bliska.
Tylko mężczyzna potrafi zrozumieć przeżycia żołnierzy opisywane przez Ericha Marię Remarque’a. Kobiety ewentualnie mogą sięgnąć po „Drogę powrotną”, aby pojąć czym dla ich mężczyzn są spotkania z kolegami przy piwie, na meczu, koncercie etc. Choć i tak im się to nie uda…

„Armaty odcięły nas od świata i znaliśmy życie tylko między rowem strzeleckim a grobem. Każdego ranka opanowywało nas smutne zdziwienie, że jeszcze żyjemy, że jeszcze trwamy. Podtrzymywało nas jedynie poczucie wspólnoty i koleżeństwa.”

Czuję, że doskonale rozumiem co autor chciał tymi słowami wyrazić. W nas, mężczyznach, jest to gdzieś głęboko zakorzenione. Kiedy rasa ludzka jeszcze żyła w jaskiniach i dopiero uczyła się rozpalać ogień, dawno temu na początku naszego gatunku zadania mężczyzn i kobiet były klarownie podzielone. Kobieta siedziała z dziećmi, a mężczyzna zbierał się z innymi mężczyznami i razem wyruszali po pożywienie. Razem polowali na zwierzęta, by było co zjeść, by można było przetrwać. W nas to zostało. Wspaniale opisał to Remarque.

„Ktoś zaczyna śpiewać. Inni wtórują. Po chwili śpiewają wszyscy, cały przedział, po nim sąsiedni, cały pociąg wreszcie. Śpiewamy coraz głośniej, coraz mocniej, czoła czerwienieją, żyły nabrzmiewają; śpiewamy stare, dobrze nam znane pieśni żołnierskie – wstajemy z ławek i patrzymy na siebie, oczy nam błyszczą, koła grzmiącym rytmem wtórują melodii – i śpiewamy, śpiewamy chrypliwymi gardłami, zardzewiałym głosem i mocno czujemy, że kipi w nas życie.”

Prawdziwa, głęboka męska solidarność często jest przeciwstawiana płytkim i powierzchownym relacjom pomiędzy kobietami. Prawdopodobnie w życiu wielu z nas męskie przyjaźnie to jedyne stałe elementy pośród zmieniającej się rzeczywistości. Gdy tracimy wszystko zawsze są koledzy, przyjaciele. Każdy z nas tego podświadomie szuka. Tego, aby nie słowa lub puste deklaracje, ale czyny, wspólne działanie, wspólne pokonywanie przeciwności i wspólna zabawa było tym co nas spaja.
Wspólny śmiech, wspólne przeżycia, wspomnienia, dokonania, zwycięstwa – poczucie wspólnoty z przyjaciółmi, męska solidarność.

„Wojna się skończyła i jestem znowu w domu. Ale teraz tęsknię za kolegami, chociaż dopiero się z nimi rozstałem. Najchętniej pobiegłbym do nich – gdyż nie mogę sobie wyobrazić, że teraz na zawsze już pozostanę w rodzinie. Wciąż jeszcze mi się zdaje, że jutro, pojutrze, czy kiedy indziej znowu będziemy maszerowali ramię przy ramieniu – zrezygnowani i przeklinający, lecz w zwartej gromadzie.”

Te słowa wyrażają coś, o czym mężczyźni rzadko mówią. Jest to tak głęboko tkwiące, a zarazem dla wszystkich nas tak oczywiste i jasne, że nie ma potrzeby o tym mówić.


„Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.”

środa, 13 lipca 2011

Archipelag GUŁag - dzieło niezwykłe


Dziś, 8 lipca 2011 r., po niemal roku skończyłem czytać Archipelag GUŁag. Właściwie nie pamiętam po co sięgnąłem po tą lekturę. W bibliotece, z której korzystam, Archipelag stoi na eksponowanym miejscu. Mój wzrok padał na grzbiet tej książki za każdym razem gdy tam byłem. W końcu, a było to we wrześniu poprzedniego roku, postanowiłem wypożyczyć pierwszy tom.

Sposób, w jaki Sołżenicyn opowiedział o Gułagu, wciągnął mnie zupełnie. Prowadzenie narracji, styl wyrażania myśli, przeplatanie relacji świadków, własnych przemyśleń i doświadczeń oraz szerokich dygresji jest tym co sprawia, że lektura Archipelagu nie jest po prostu czytaniem książki.
Archipelag GUŁag Aleksandra Sołżenicyna jest wielkim pomnikiem na cześć ofiar komunizmu w Związku Sowieckim. Jeszcze wiele pokoleń Rosja będzie czekać na to, by jasno nazwać katów i w pełni określić liczbę ofiar i skalę terroru. I to jest właśnie ta wyjątkowość dzieła Sołżenicyna. Książka ta ma ogromne znaczenie dla Rosjan, ale także dla wszystkich ludzi, którzy chcą zrozumieć XX wiek. Archipelag GUŁag jest hołdem dla ofiar łagrów, którzy przez ludobójczy sowiecki system zostali skazani nie tylko na cierpienie, poniżenie i śmierć, ale również na zapomnienie. Na to, że nikt nigdy nie będzie o nich pamiętał, nikt nie będzie odwiedzał ich grobu i opowiadał o nich przyszłym pokoleniom. 

To miał być fundament komunistycznego terroru – walka z pamięcią ludzi. Pamięć o zbrodniach tego systemu, pamięć o przemocy i kłamstwie, głównych narzędziach komunizmu, były tamą. Tamą, która blokowała strumień propagandy sukcesu i powszechnej szczęśliwości. Tamą, którą należało rozbić, aby kłamstwo mogło wniknąć jak najgłębiej w społeczeństwa i narody.
Monumentalny pomnik, wzniesiony piórem Aleksandra Sołżenicyna, jest nie tylko ważny dla zrozumienia przeszłości, ale również pozwala spojrzeć na to, czym jest Rosja obecnie. Sam autor napisał:

„Enkawudziści to siła. I nigdy nie ustąpią dobrowolnie. Jeśli przetrzymali rok 1956, to wytrzymają jeszcze wiele.”

Archipelag GUŁag to nie tylko zbiorowy portret ofiar Gułagu, ale także portret ludzi tworzących olbrzymią machinę terroru i śmierci. Miliony ludzi. Miliony ludzi, którzy zdecydowali się przez swoje dorosłe życie zajmować się przesłuchiwaniem, pilnowaniem, konwojowaniem, biciem, mordowaniem innych, nieznanych sobie osób. Szefowie komitetów rejonowych NKWD, oficerowie wojsk wewnętrznych, nadzorcy więzień, poszczególnych łagrów, wszyscy ci, którzy w ramach systemu śmierci sprawowali stanowiska pozwalające decydować o życiu ludzi – mieli z tego powodu środki materialne, aby wyżywić rodzinę, zdobyć pozycję społeczną i posłać dzieci do szkół urzędniczych. To oni, albo ich spadkobiercy sprawują dziś w Rosji władzę. Zarówno na szczeblu najwyższym jak i najniższym. 
 
Jaka część spośród dobrze sytuowanej materialnie młodzieży rosyjskiej to synowie lub wnuki łagierników i zesłańców? Czego mogła dorobić się w życiu osoba po opuszczeniu obozu pracy po 15, 20, 25 latach mając tylko to co na sobie oraz zniszczone zdrowie i zerwane wszelkie kontakty z rodziną, bo rzadko łagiernikom pozwalano wracać w rodzinne strony (albo do obozów były zsyłane całe rodziny, po uprzednim rozdzieleniu, rodziny nigdy nie były razem w obozie). Co mogła osiągnąć osoba naznaczona piętnem łagru, wobec której społeczeństwo i niekiedy znajomi i rodzina odnosiła się niechętnie jak do obcej osoby? (inny stosunek do więźniów mógł skutkować osadzeniem w obozie)
A jaka część spośród rosyjskich studentów, młodzieży z „klasy średniej” to dzieci prześladowców, morderców, funkcjonariuszy NKWD lub KGB, mających krew własnych rodaków na rękach? To dlatego cały czas w Rosji państwo sprawuje dominacje nad społeczeństwem, cały czas symbole komunistyczne są częścią tożsamości narodowej i powodem do dumy. Dopóki się to nie zmieni, dopóty Rosja pod względem ekonomicznym, społecznym i demograficznym będzie zmierzała ku przepaści.