Wróciłem do „Drogi powrotnej” Remarque’a czując się, jakbym spotkał się z dawno niewidzianym przyjacielem. Powieść stanowiąca kontynuację słynnego „Na zachodzie bez zmian”, o żołnierzach niemieckich wracających z frontu I wojny światowej, jest mi wyjątkowo bliska.
Tylko mężczyzna potrafi zrozumieć przeżycia żołnierzy opisywane przez Ericha Marię Remarque’a. Kobiety ewentualnie mogą sięgnąć po „Drogę powrotną”, aby pojąć czym dla ich mężczyzn są spotkania z kolegami przy piwie, na meczu, koncercie etc. Choć i tak im się to nie uda…
„Armaty odcięły nas od świata i znaliśmy życie tylko między rowem strzeleckim a grobem. Każdego ranka opanowywało nas smutne zdziwienie, że jeszcze żyjemy, że jeszcze trwamy. Podtrzymywało nas jedynie poczucie wspólnoty i koleżeństwa.”
Czuję, że doskonale rozumiem co autor chciał tymi słowami wyrazić. W nas, mężczyznach, jest to gdzieś głęboko zakorzenione. Kiedy rasa ludzka jeszcze żyła w jaskiniach i dopiero uczyła się rozpalać ogień, dawno temu na początku naszego gatunku zadania mężczyzn i kobiet były klarownie podzielone. Kobieta siedziała z dziećmi, a mężczyzna zbierał się z innymi mężczyznami i razem wyruszali po pożywienie. Razem polowali na zwierzęta, by było co zjeść, by można było przetrwać. W nas to zostało. Wspaniale opisał to Remarque.
„Ktoś zaczyna śpiewać. Inni wtórują. Po chwili śpiewają wszyscy, cały przedział, po nim sąsiedni, cały pociąg wreszcie. Śpiewamy coraz głośniej, coraz mocniej, czoła czerwienieją, żyły nabrzmiewają; śpiewamy stare, dobrze nam znane pieśni żołnierskie – wstajemy z ławek i patrzymy na siebie, oczy nam błyszczą, koła grzmiącym rytmem wtórują melodii – i śpiewamy, śpiewamy chrypliwymi gardłami, zardzewiałym głosem i mocno czujemy, że kipi w nas życie.”
Prawdziwa, głęboka męska solidarność często jest przeciwstawiana płytkim i powierzchownym relacjom pomiędzy kobietami. Prawdopodobnie w życiu wielu z nas męskie przyjaźnie to jedyne stałe elementy pośród zmieniającej się rzeczywistości. Gdy tracimy wszystko zawsze są koledzy, przyjaciele. Każdy z nas tego podświadomie szuka. Tego, aby nie słowa lub puste deklaracje, ale czyny, wspólne działanie, wspólne pokonywanie przeciwności i wspólna zabawa było tym co nas spaja.
Wspólny śmiech, wspólne przeżycia, wspomnienia, dokonania, zwycięstwa – poczucie wspólnoty z przyjaciółmi, męska solidarność.
„Wojna się skończyła i jestem znowu w domu. Ale teraz tęsknię za kolegami, chociaż dopiero się z nimi rozstałem. Najchętniej pobiegłbym do nich – gdyż nie mogę sobie wyobrazić, że teraz na zawsze już pozostanę w rodzinie. Wciąż jeszcze mi się zdaje, że jutro, pojutrze, czy kiedy indziej znowu będziemy maszerowali ramię przy ramieniu – zrezygnowani i przeklinający, lecz w zwartej gromadzie.”
Te słowa wyrażają coś, o czym mężczyźni rzadko mówią. Jest to tak głęboko tkwiące, a zarazem dla wszystkich nas tak oczywiste i jasne, że nie ma potrzeby o tym mówić.
„Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.”