poniedziałek, 27 czerwca 2011

9439 w Winnicy

Moja pamięć przechowuje obrazy i wspomnienia, które w pełni potrafię zrozumieć dopiero po długim czasie. Nie jestem pewny w jakim stopniu kontroluje, czy coś zapisuje się w mojej pamięci na dłużej, czy szybko ustępuje miejsca innej rzeczy. Chyba te procesy odbywają się częściowo poza moją świadomością.
W czasie lektury Archipelagu Gułag jeden z tych ukrytych gdzieś w głębi mojej pamięci obrazów przemówił do mnie bardzo mocno. Pod wpływem opisu tego samego miejsca, w którym przebywałem, wspomnienia wypłynęły na wierzch świadomości, jednak spojrzałem na nie inaczej niż dotychczas. Jakby dawno nie widziany przyjaciel opowiedział mi o sobie całą, skrywaną dotąd, prawdę. I aż sam się dziwię że nie dostrzegałem wcześniej tego o czym mi opowiedział po tak długim czasie. Przeczuwałem to. Wiedziałem, że w jego życiu coś ważnego zaszło, jednak wtedy nie byłem w stanie w pełni tego zrozumieć.
Aleksander Sołżenicyn pozwolił mi poznać znaczenie parku miejskiego w Winnicy.
Ciepły, majowy wieczór. W parku mnóstwo ludzi. Grupki młodzieży stały pomiędzy drzewami, w odległości od głównych alejek racząc się alkoholem. Pamiętam twarze młodych ludzi, zmęczone od zabawy, od rozmów, pełne emocji, śmiechu, słów. Muzyka z ustawionej w centralnym miejscu parku sceny, najpierw nieco stłumiona, gdy podeszliśmy bliżej, zagłuszała nasze rozmowy. Tutejsi studenci prowadzili mnie i moich kolegów przez wypełniony ludźmi park, w którym akurat odbywał się koncert, aby pokazać nam coś ważnego.
Gdy przeszliśmy przez rejon, gdzie stała scena, zagłębiliśmy się w część parku, w której było nieco mniej ludzi. Tam, na środku oddzielonego trawnika, stał pomnik. Napis na nim informuje, że to miejsce jest poświęcone ku czci ofiar totalitarnego reżimu. Studenci z Winnicy mówili, że tutaj Sowieci zabijali w ten sam sposób, co Polaków w Katyniu. Wywarło to na mnie duże wrażenie. Zapamiętałem to miejsce. Nie wiem czy bardziej dlatego, że uświadomiłem sobie, że martyrologia polskich oficerów nie jest czymś wyjątkowym w perspektywie pozostałych narodów wschodniej Europy, czy dlatego, że miejsce śmierci ludzi znajdowało się tak blisko miejsca zabawy współczesnej młodzieży.
Dopiero po ponad roku zrozumiałem co tak naprawdę zobaczyłem w parku w Winnicy.

„W maju 1943 roku, gdy Niemcy stali w Winnicy, w ogrodzie przy ul. Podleśnej przypadkiem natknięto się przy wykopkach na zupełnie już zaklęśnięte, zarosłe bujną trawą groby zbiorowe i wykryto ich 39, każdy głębokości 3,5 metra, o powierzchni 3 na 4 metry. Na wierzchu każdej z mogił leżała warstwa okryć zmarłych, dopiero pod nią trupy leżące byle jak. Wszyscy mieli ręce związane z tyłu powrozem, wszyscy zabici zostali strzałem w potylicę z pistoletów małego kalibru. (…) Następnie przekopano Park Kultury i Wypoczynku im. Gorkiego i pod pawilonami rozrywkowymi, pod ‘beczką śmiechu’, pod estradami do występów i tańców, znaleziono jeszcze 14 dołów pełnych zwłok. Ogółem w 95 grobach znaleziono 9439 zastrzelonych.”

Wolność w skali narodu mierzy się zdolnością do pielęgnowania pamięci o ludziach, którzy zostali zabici za to, że byli przedstawicielami tego narodu.
Za każdym razem, gdy docierają do mnie wiadomości o chaosie w polityce i życiu społecznym Ukrainy, widzę ten pomnik z winnickiego parku. Pomnik, który nie nazywając katów, jest w rzeczywistości ominięciem prawdy. Widzę twarze młodych Ukraińców, tańczących i śpiewających na grobach przodków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz